|
POLONIA's PROTEST
Alerts of 2005
January 2006 Alert!
in the Boston Common
|
About sculpture / o rzezbie
Tworca - Andrzej Pitynski
“PARTYZANCI” – mistrza Pitynskiego, ( geneza i historia )
“Partyzanci” to monumentalna kompozycja rzezbiarska, sfinansowana przez Sculpture Foundation i odlana w aluminium w 1980 roku w Johnson Atelier – Technicznym Instytucie Rzezby w Princeton, NJ. Rzezba jest o wymiarach : 10 metrow dlugosci , 7 metrow wysokosci, 4 metrow szerokosci. Rzezba jest w stylu ekspresjonistyczno – symbolicznym z zywa faktura powierzchni metalu, z czarno srebrzysta patyna.
Kompozycja przedstawia pieciu uzbrojonych jezdzcow w szyku marszowym. Pieciu desperatow , ktorzy bardziej przypominaja lesne widma i duchy, jak ludzi. Pieciu partyzantow, sponiewieranych, smiertelnie zmeczonych, krwawiacych w ciaglej walce, ucieczce, w potyczce, jadacych na swych slaniajacych sie z wyczerpania , wychudlych rumakach, ze spuszczonymi glowami, z wlasnymi myslami o tragedii Ojczyzny. Zbici razem , strzemie przy strzemieniu, jak wojenna maszyna, wielonogi dragon, wlokacy sie w bolu po nocnych lesnych bezdrozach. I tylko ich konie z wyciagnietymi sztywno szyjami , ktore juz nic nie widza ale tylko wesza jak wilki i lapia w swoje rozwarte nozdrza wiatr wolnosci. To konie prowadza ich przez labirynty zdrady, pogardy i zapomnienia do wolnej Polski. Tragiczni w swojej samotnej walce bez szans na zwyciestwo, zdradzeni przez swiat, zapomniani przez Boga. Mimo to sa pelni wewnetrznej sily walki. Walki az do zwyciestwa. Ich wyprostowane ulanskie sylwetki w siodlach, jakby przykuci do swoich lanc, gotowych w kazdym momencie do szarzy na wroga.
Pomnik “Partyzantow” tworzylem w Ameryce gdy w Polsce zachodzily przemiany, gdy SB mordowalo ksiezy, studentow i robotnikow . Tworzylem ten pomnik z mysla o nich i o tych tysiacach najwaleczniejszych , najwierniejszych Synach Narodu Polskiego, ktorzy pierwsi stawili czola sowieckiej komunie. Zdradzeni przez swiat, zapomniani przez Boga z wlasnego wyboru w lesnych oddzialach : NOW, AK, NSZ, WIN, NZW, bili sie bohatersko z NKVD, Armia Czerwona, i z polskimi renegatami UB, KBW, MO, ORMO, “utrwalaczami wladzy ludowej”. Walczyli ,bo nigdy nie pogodzili sie z utrata Wolnosci, utrata - Wschodniej Polski. Scigani po lasach jak dzikie bestie, torturowani w piwnicach UB, maltretowani z msciwa satysfakcja mordowani w katowniach MO, grzebani potajemnie nocami w nieznanych do dzisiaj grobach. To dla Nich - stworzylem ten: Symbol Golgoty Polskich Bohaterow. Dla tych wspanialych “Polskich Chlopcow z Lasu” – Partyzantow z oddzialow: “Wolyniaka”, “Ojca Jana”, “Majki”, “Radwana”, “Mewy”, “Garbatego”, “Ponurego”, “Kotwicza”, “Hubala”, “Wierzby”, “Lisa”, “Babinicza”, “Msciciela”, “Klosa”, “Rysia”, “Msciwego”, “Wilczura”, “Cacka”, “Drzymaly”, “Harnasia”, “Ognia”, “Tarzana”, “Bohuna”, “Kudlatego” …i wielu im podobnych w calej Polsce w oddzialach lesnych : Narodowego Zjednoczenia Wojskowego - NZW.
Pomnik “Partyzanci” zadedykowalem wszystkim “Wojownikom o Wolnosc na calym Swiecie, “ a Polskich Partyzantow pokazalem jako wzor.
W 1999 roku po dwudziestu latach od realizacji moich “Partyzantow”, ukazal sie pieknie wydany album: “Zolnierze Wykleci” – Antykomunistyczne Podziemie Zbrojne po 1944 roku. Album opracowany przez Grzegorza Wasowskiego i Leszka Zebrowskiego , wydany w Warszawie przez Oficyne Wydawnicza Volvmen- Liga Republikanska. Album ten powinien sie znalezc w kazdej Polskiej Rodzinie. Wspaniale opracowany ze zdieciami Polskich Partyzantow - Meczennikow , ktorzy w swej beznadziejnej walce z czerwona zaraza, walczyli juz tylko o Honor Polaka. To wlasnie dla Nich : moj pomnik “Partyzantow” zrealizowalem w Ameryce w 1979 roku. Na stronach albumu 202,203,204, sa zdiecia oddzialu mojego wujka Michala Krupy – “Wierzba” NOW –AK,oddzial “Ojca Jana” (za niemcow), “Pulkownik” NZW, oddzial “Wolyniaka” (za ruskich i UB) . Michal Krupa byl najstarszym bratem mojej mamy, walczyl z komuna do 1959 roku.
Oficer UB, Adam Socha w swojej ksiazce ku czci - Uczestnikom walk w obronie wladzy ludowej-PRL, “Czas goracych serc”, Krajowa Agencja Wydawnicza. Rzeszow 1984r. w rozdziale :”Pulkownik” Krupa w Potrzasku”, strona 129 ,tak mojego wujka, Michala , opisal- fragmenty cytatow: “…Ostatni z podwladnych Wolyniaka- bandyckiego dowodcy…Bo “Wolyniak” ,gdy grunt zaczal mu palic sie pod nogami i milicja , wspolnie z zolnierzami KBW, zaczela coraz dotkliwiej deptac mu po pietach , sam palnol sobie w leb , zas czesc ludzi z jego “OL-u”, korzystajac z lutowej amnestii w 1947r.,wyszla z podziemia , oddala bron i rozeszla sie do domow, majac dosc krwi, nieszczesc i poniewierki. Tylko “Pulkownik” …wciaz nie mial dosc wojaczki… Naturalnie w “imie wolnosci i sprawiedliwosci”, przeciw “komunie i jej slugusom”…Teraz my, z milicji, bylismy gora. …Na kazdy ich atak odpowiadalismy kontratakiem, na kazdy napad , szeroko zakrojonymi dzialaniami operacyjnymi…Ubywalo wiec ludzi w oddziale “Pulkownika”. Ale samozwanczy herszt nie rezygnowal z podjazdowej wojny przeciw wladzy ludowej. ”Zostal ,praktycznie rzecz biorac , sam . I sam ,w pojedynke , jak ranny, zagoniony wilk, probowal jeszcze kasac….Latem koczowal w lesnych bunkrach, zima – kryl sie w podlesnych zagrodach, …Zdziczal, zdziwaczal, otepial w tej swojej wielomiesiecznej samotnosci . Ale postanowil sie nie poddawac, choc byly amnestie i abolicje.Trwal na tym swym straconym posterunku , w lesnej, zasanskiej gluszy…Najpierw wiec nad San pojechala grupa oficerow z komendy wojewodzkiej, potem sciagnieto do Kurylowki milicyjne posilki ZOMO do pomocy dodano im milicjantow z komendy powiatowej w Lezajsku i z okolicznych posterunkow MO… 11 lutego (1959) , gdzies kolo jedenastej , siec okrazenia wokol zagrody w Kulnie, gdzie mial znajdowac sie “Pulkownik” zaciagnieta byla tak szczelnie, ze nawet mysz nie miala prawa stamtad sie wysliznac. ..Ale wiedzielismy dobrze , ze poszukiwany tam jest …I ze wraz z nim sa w srodku takze inni domownicy , w tym dwojka malych dzieci. Przez urzadzenia naglasniajace wezwalismy “Pulkownika”, by opuscil dom. Odpowiedzi nie bylo…Minol kwadrans…Minelo 20 minut…Mijalo pol godziny…Znow przez dudniace glosno w tej lutowej ciszy urzadzenia naglasniajace, wezwalismy “Pulkownika”do opuszcznia domu, choc juz niejeden z nas zwatpil w to , by posluchal tego wezwania. Bo przeciez chodzila miedzy ludzmi taka fama , iz przysiegal ,ze bez walki ubekom sie nie podda…I wlasnie wtedy powoli otworzyly sie drzwi , wyszedl przez nie , garbiac sie w niskim przejsciu, ten, ktory przez lata cale byl postrachem lezajskiego Zasania. Gdy sie wyprostowal siegal glowa strzechy. Zarosniety, olbrzymi, szedl powoli w nasza strone….Ale widac bylo , ze obserwuje z uwaga rozciagnieta wokol tyraliere milicjantow…z ktorych niejeden tylko z opowiesci rodzicow znal krwawego watazke znad Sanu a teraz mial go przed soba w calej okazalosci… Z kieszeni smierdzacej zastarzalym potem i przesiaknietej dymem , brudnej kurtki, wyciagnelismy mu pieknego zadbanego “Vis-a” z kompletem naboi w magazynku, a z plecow zdielismy nie mniej starnnie wyczyszczony pistolet maszynowy. Tak, “Pulkownik” umial dbac o bron…”
W albumie “Zolnierze Wykleci” – pisza: “…otoczony przez grupe operacyjna SB, MO, ORMO, poddal sie bez walki, nie chcac narazac domownikow na pewna smierc w plomieniach, dowodca grupy operacyjnej SB zagrozil bowiem podpaleniem domu. (strona204). Zycie Warszawy - pisze:” 30 Listopada 1959 roku w Przemyslu , zakonczyl sie proces “krwawego bandyty Michala Krupy - Pulkownik , NOW-AK, NZW. Krupa skazany zostal na kare dozywotniego wiezienia. Na mocy amnestii 1952r. i 1958r. sad kare zmniejszyl do 15 lat wiezienia”. Michal odsiedzial w Strzelcach Opolskich 10 lat. Po wyjsciu z wiezienia niedlugo zmarl. Michal zostal zdradzony, zdrajca zostal zlikweidowany. Michal Krupa – “Pulkownik” jest pochowany na cmentarzu w Ulanowie blisko pomnika Powstancow Styczniowych. (zobacz internet - S.T.)
Bedac chlopcem odwiedzalem Go, w jego lesnych bunkrach. Majac jedenascie lat widzialem go wolnym – Partyzantem, byla to zima 1958, razem z ojcem konno w siodlach przez skuta lodem Tanew dostarczylismy Michalowi zaopatrzenie, lekarstwa…odprowadzil nas z dwoma partyzantami – konno. Jadac razem strzemie przy strzemieniu wzdluz srebrzysto bialego koryta Tanwi, slonce rzucalo dlugie nasze cienie na tafle lodu rzeki. Godzinami wpatrywalem sie w ta poruszajaca mase konskich nog, szyji , glow, sylwetek w siodlach z erkaemami sterczacych luf zawieszonymi na ramionach, z granatami przy pasach, z bagnetami w cholewach kawaleryjskich butow, wydluzone przez slonce sylwetki cieni jezdzcow, partyzantow, ostatnich polskich bohaterow .I wtedy poczulem sie jednym z nich. Obraz ten zapadl mi gleboko w sercu, i dal idee na monumentalna rzezbe “Partyzanci”.
Moi rodzice Aleksander Pitynski – “Kula” partyzant NOW-AK, oddzialu “Ojca Jana” (za niemcow), NZW “Wolyniaka” (za ruskich i UB ). Mama Stefania Krupa – “Perelka” oddzial NZW “Wolyniaka”. Razem byli ranni na polu walki w najwiekszej zwycieskiej bitwie Polskich partyzantow z Armia Czerwona i NKVD - 6 Maja 1945 roku pod Kurylowka k/Lezajska. Po bitwie partyzanci ulozyli rannych partyzantow : mame i tate na jednej furmance i odwiezli do szpitala w Jaroslawiu. I tak sie zaczela ich partyzancka milosc, czego efektem jestem Ja. Moj Ojciec ujawnil sie miesiac po moim urodzeniu, w Kwietniu 1947 roku i w cztery miesiace po samobojczej smierci swojego dowodcy “Wolyniaka”. “Wolyniak” (kap. Jozef Zadzierski), ranny w reke w potyczce z UB, schorowany nieuleczalna gangrena prawej reki, w ciaglych potyczkach z NKVD, UB, KBW, nie chcac narazac oddzialu na kleske swoim ciezkim stanen zdrowia , opoznionymi marszami, popelnil samobojstwo. 31 Grudnia 1946 roku, w Szegdach , malej osadzie ukrytej w glebokich lasach, w noc Sylwestrowa, po ostatniej wieczerzy ze swoimi partyzantami, wyszedl samotnie w las , w gleboki snieg i strzalem w otwarte usta ze swojego polskiego Vis-a ,ktorego tak lubial –( bo byl niezawodny) ,odebral sobie zycie. Godzine potem KBW i UB bedace na ich tropie tyraliera przeczesywalo juz Szegdy. Grob Wolyniaka przez 50 lat byl okryty tajemnica. Michal Krupa pochowal Go obok nieoznakowanego grobu swojego ojca , w Tarnawcu kolo Kurylowki.
W 1998 roku ufundowalem pomnik “Wolyniaka”, ktory stoi wyniosle w centrum cmentarza w Tarnawcu. Pomnik uroczyscie odsonila siostra “Wolyniaka” , zolnierz AK – NOW, Powstaniec Warszawski : Alina Glinska z Warszawy , w obecnosci kilku tysiecznej grupy weteranow z AK, NOW, NSZ, NZW, ktorzy zjechali w tym celu z calej Polski i z za granicy. Moj Ojciec Aleksander Pitynski – “Kula” NOW-AK, ujawnil sie w Kwietniu 1947 roku. W tydzien po ujawnieniu zostal aresztowany , byl torturowany przez UB w Nisku, osobiscie pastwil sie nad Nim porucznik UB ,Roman Krawczynski. Potem byl wielokrotnie wieziony na Zamku w Rzeszowie. Bedac ich dzieckiem - dzieckiem bandytow, z NOW-AK, wyrzuconych za margines “komunistycznej cywilizacji ”, przechodzilem wraz z Nimi gehenne tych , ktorzy walczyli z czerwona zaraza.
Rewizje byly czeste i brutalne, rwali podlogi , rozbijali wszystko, nawt piec kaflowy rozbili. Jednak jedna zimowa noc tuz po Bozym Narodzeniu utkwila mi na zawszse w pamieci. W nocy o 4 godzine nad ranem wylamali drzwi,wpadli do mieszkania z pepeszami wymierzonymi w nas, wywlekli nas w pizamach na boso na zasniezone podworko. Caly dom byl obstawiony przez UB , MO, ORMO, uzbrojeni w pepesze. Stalem z dziadziem boso w sniegu na srodku podworka, mama z cicha szlochala , po dziadzia milczacej twarzy plynely lzy ,a ja z bolu plakac nie moglem jak zobaczylem mojego ojca , tylko w kalesonach, pol nagi , bosy ze skutymi do tylu rekoma, z zacisnietymi piesciami, bity przez szesciu UB-owskich zbirow, palkami , kolbami pepesz , po glowie po calym ciele, krew bryzgala na wszystkie strony, biale kalesony byly czerwone, i snig byl juz nie bialy ale czerwony. Ksiezyc byl w pelni i widno bylo jak w dzien. Na koniec wrzucili sponiewieranego calego we krwi, Tate do milicyjnej suki i dlugo Go nie widzialem. Potem rano zbieralem z Dziadziem zakrzepla krew mojego Ojca ze sniegu do sloika i wtedy po raz ostatni w moim zyciu plakalem.
Przez cale moje dziecinstwo bylo, przesladowanie, rewizje, podsluchy, ciagle prowokacje i zastraszenie. Aleksander Pitynski w czasie Stanu Wojennego byl internowany w Zalezu. Rok przed smiercia zostal awansowany do stopnia porucznika Wojska Polskiego. Otrzymal Krzyz Partyzancki, Krzyz AK, Odznake Burza. Wiele lat wczesniej byl odznaczony przez Polski Rzad w Londynie, Krzyzem AK, Medalem Wojska Polskiego ( trzykrotnie). Przez dowodce Okregu Rzeszow NOW-AK, majora “Zmude” (Kazimierz Mirecki), awansowany do stopnia kapitana z Krzyzem Walecznych za bitwe z Armia Czerwona -6 Maja pod Kurylowka, w ktorej byl ranny.
W Ulanowie skonczylem Liceum , potem studiowalem Akademie Sztuk Pieknych w Krakowie w pracowni Profesora Jerzego Bandury , byl jedynym bez partyjnym profesorem.. Z dyplomem magistra rzezby - 3 Pazdziernika 1974 roku , cudem, znalazlem sie w Ameryce. Po pierwszych burzliwych latach dostalem oferte pracy w Jonson Atelier- Techniczny Instytut Rzezby , byl to 1979 rok. Tam szybko awansowalem zostajac dyrektorem czterech wydzialow : Modelowania, Powiekszania, Form, Plastykow. Uczylem rzezby przez 5 lat w Raider University i potem przez 5 lat w Rutger University.
W 1979 roku Jonson Atelier mialo konkurs na monumentalna kompozycje, ktora stanela by przed Instytutem jako znak rozpoznawczy. Na konkurs zaprezentowalem maly szkic w gipsie przedstawiajacy pieciu jezdzcow na koniach , zatytulowalem go “Jezdzcy”. Kilka tygodni potem ku mojej radosci rzezba zostala przeznaczona do realizacji. W tym czasie prowadzilem department powiekszania pomnikow. Natychmiast rzucilem sie w wir pracy. Na bierzaco sledzilem takze sytuacje w Polsce. W pewnym momencie realizacji “Jezdzcow” przyszedl moment krytycznego wyboru. Czy realizowac szkic gipsowy, bardziej abstrakcyjny, ktory nic nie mowil, byl bardzo dekoracyjny i zaakceptowany przez komisje konkursowa - czy bez niczyjej wiedzy, z wlasnego wyboru zrealizowac pierwszy pomnik na swiecie dla Polskich partyzantow, ktorzy walczyli z faszyzmem i komunizmem.
Pomnik “Partyzantow” ktory bylby nie do pomyslenia w owczesnym PRL-u.zrealizowalem za pieniadze Amerykanskiej Fundacji, ktora nie miala zielonego pojecia co ja realizuje. Ryzyko bylo ogromne, nie tylko utrata pracy ale moze i proces sadowy. Dobrze zdawalem sobie sprawe z tego jak wielka sile maja sympatycy komunizmu w Ameryce. Po kilku nieprzespanych nocach , nie dyskutujac mojego problemu z nikim , szarzowalem “Partyzantow” a nie “Jezdzcow”. Szybko doszedlem do wniosku ze to jest moj “zasrany obowiazek” jako syna partyzantow, katolika i Polaka. I ze to jest jedyna szansa na oddanie Im Czci i Honoru. Oni ryzykowali zyciem ja tylko kariera rzezbiarza. To byla przyslowiowa “partyzancka rzezbiarska wolta”.
Pomnik rzezbilem jak w transie, spontanicznie, sam jeden, technika narzutu gipsowego. Sponsorzy rzezby w pierwszym momencie nie zorietowali sie w sytuacji i pomnik poszedl do odlewu w aluminiu. Po ustawieniu rzezby przed Johnson Atelier i komentarzach w prasie nastapila konsternacja. Coprawda byla to kompozycja monumentalna ale z poteznym balastem prawdy historycznej i politycznej. Jak widac nawet dzisiaj niewygodnym dla tych , ktorych rece zbrukane sa krwia Narodu Polskiego.Fundacja i Johnson Atelier postanowilo pokazac rzezbe swiatu, wybrano - Boston.
Rzezba zostala bardzo cieplo przyjeta. Bylo odsoniecie “Partyzantow”, fetowano “Dzien Partyzanta”. Rzad PRL– u, i sympatycy komuny w Ameryce probowali storpedowac wystawienie pomnika w miejscu publicznym. Stalem sie dla nich, niebezpieczny, probowano mnie zastraszyc, byly telefony, pogrozki, proby skompromitowania mnie w praise, (zwlaszcza przy realizacji pomnika “Katyn _1940” ,ataki na mnie sie nasilily, przewodzila Polonijna Nowo Jorska prasa). Nic nie pomoglo , bylem dorze zahartowany przesladowaniami mojej rodziny przez UB w Polsce.
Pomnik “Partyzantow” mial stac 6 miesiecy, stal 23 lata na Boston Common. Zmieniali sie Burmistrzowie Bostonu, a pomnik “Partyzantow”stal. 18 Stycznia 2006 roku, Burmistrz Bostonu Thomas M. Menino, bardzo popularny i uznany Amerykanin - Wloskiego pochodzenia , usunal symbol Polskich partyzantow, ktorzy walczyli z faszyzmem i komunizmem. To juz historia ktorej nie da sie od/wrocic. Bo pomniki to slupy milowe w historii narodow, nie pozwalaja innym ustrojom i systemom, wrogim filozofiom,zniszczyc waloru i rdzenia kultury narodowej .Narod bez kultury bez sztuki przestaje byc narodem. Pomniki milcza lecz mowia przez wieki. Moje pomniki musza byc tak silne i orginalne zeby inne narody wyczuly w nich Temperature Polskiej Krwi. Krwi ,ktora przechodzi z pokolenia na pokolenie jest wieczna i nie zniszczalna .
Pomnik “Partyzantow” to nie kupa aluminiowego zlomu, ktore mozna zamknac za siatka z drutem kolczastym, ta rzezba jest uniwersalnym kamertonem uczuc, nie tylko Polakow, ale wszystkich tych ,na calym swiecie, ktorzy walcza “Za Wolnosc Nasza i Wasza” jest symbolem historycznej prawdy o Golgocie Polskiego Narodu , ktory trwa do dzisiaj. Symbolem - niszczenia Polskiej kultury i sztuki czego najleprzym dowode jest zaistniala sytuacja “Partyzantow”. “Partyzanci” symbol Walki o Wolnosc , ktorego w faszystowskim stylu, zdewastowano i wywieziono cichaczem za druty kolczaste, przypomina prawde z przed 60 –lat, o zywych nie ze spizu partzantach Polskich, ktorych tak samo wieziono za drutami kolczastymi i mordowano w katowniach SS, NKVD i UB. Ukrywanie pomnika “Partyzantow” ukrywanie Symbolu Historycznej Prawdy jest zbrodnia. Kto ukrywa zbrodnie jest takze zbrodniarzem.
(niektore akapity dodane przez redakcje)
Szereg prawy
1/ "Wolyniak", kapitan NOW -AK, NZW, Jozef Zadzierski z Warszawy. Urodzony na Wolyniu. W Grudniu 31, 1946r. aby ratowac odzial odebral sobie zycie strzalem w glowe, gangrena prawej reki po postrzale UB, byla nie leczona.
2/"Majka", kapitan NOW-AK, NZW, Stanislaw Pelczer, zamordowany przez UB, "w wypadku samochodowym".
3/ "Kula" porucznik NOW-AK, NZW, Aleksander Pitynski, moj Ojciec, torturowany na UB w Nisku, w czasie stanu wojennego siedzial w Zalezu.
Szereg lewy:
4/"Pulkownik" , porucznik NOW - AK, NZW, Michal Krupa, moj wujek,
aresztowany w oblawie w Lutym 1959 roku - "Ostatni Mohikanin" jak pisali komunisci.
5/"Garbaty" poruczni NOW-AK, NZW, Adam Kusz, zginal w 1950 roku w oblawie UB i KBW w Lasach Janowskich.
|