„Pope
John Paul II (1920 - present)” czytam na zakładce produkowanej przez Polską Fundację
Kultury z Bostonu. Oglądam maleńkie portreciki Kopernika,
Sklodowskiej-Curie, Chopina i Jana Pawła II. Z czyjegoś wyboru
reprezentują one najsławniejszych w świecie Polaków. Moda na
plebiscyty popularności jest nieodłaczną czastką masowej
kultury. Mimo panującego szumu informacyjnego, uważni nie
będą jednak mieć wątpliwości, że żyjemy
obecnie w epoce naznaczonej niezwykłym wplywem osoby Ojca Swietego, Jana
Pawła II, głowy miliardowego Kościoła Katolickiego. Jego
oddziaływanie rozciąga się nie tylko na wszystkie zakątki
ziemi, ale też i w czasie.
W 1979 Boston przywitał,
obranego wtedy przed prawie rokiem, biskupa Rzymu niespotykanymi do tej pory
tłumami. Jakby na świadectwo nadzwyczajności wydarzenia strugi
deszczu podczas jesiennej burzy nie powstrzymały rzeszy ludzi przed
przybyciem na spotkanie z człowiekiem, o którym nie wiedziano jeszcze,
że przez następne ćwierczwiecze będzie w ten sam sposób
elektryzować świat, gdziekolwiek przybędzie na drogach awoich
pielgrzymek.
Ani Boston, ani żadne z
miast, pędzącej na codzień za własnym biznesem Ameryki,
ktore gościło Jana Pawła II, nie różniło się w
czasie tych „świątecznych” dni od Krakowa, Gniezna, Zagrzebia,
Brukseli, Hawany, Toronto, itd., itd. Jeszcze wtedy nie wiedzano, że to
tylko jedna z pierwszych, z ponad stu, podróży pielgrzymującego
papieża. Polonia Nowej Anglii, a później Nowego Jorku, Chicago, Filadelfii
i Waszyngtonu świętując z duma i radością wizytę
wielkiego Polaka nie wyobrażała sobie wtedy, że stanie wraz z
nim u wrót nowego tysiąclecia, że „nasz” papież wprowadzi
Kościól w trzecie tysiąclecie po Chrystusie.
Przez minione 25 lat
rozmnożyły się, jakby od tamtego bostońskiego deszczu,
na kontynencie amerykanskim, tak
zreszta jak i na pozostałych, szkoly, place, ulice, parki i pomniki,
nazywane imieniem „John Paul II”. (Tu pytanie do czytelnika: Czy ktoś wie o miejscu na Antarktydzie nazwanym
imieniem Jana Pawla II? Prosze o wiadomosc - przyp. Autora). A on dalej
jest „present”(obecny) i obecność ta jakby się
umacniała. Przez różne problemy ostatnich lat w Kościele
postać Pasterza z Rzymu przebija ciągle taka sama, moca, jakby na
przekór postepującemu wiekowi i oznakom starości. Przegladając
zdjęcia z poszczególnych okresów pontyfikatu, można zobaczyć jak
intensywna i wyczerpująca jest ta podróż w czasie, zostawiająca
ciezkie ślady na zewnętrznym ciele, a mimo to nie imająca
się najważniejszego, duchowej energii mieszkającej w
środku.
Kiedyś, witąjc
Amerykę, powiedział, że przybywa jako przyjaciel i sługa
człowieczeństwa (humanity) mieszkańców tej ziemi.
Dziś wiemy, że pozostawał takim bez wyróżnienia dla
całej reszty globu, we wszystkich swoich wędrówkach. Nie sposób w
kilku zdaniach wypowiedzieć dzieła życia Jana Pawła II.
Kiedy obchodzimy kolejną rocznicę kolejnej pielgrzymki musimy
pamietać, że dla ich twórcy jest to nieustający ciąg pracy
z tą samą mocą. Tylko ktoś pozbawiony wyobraźni
może twierdzić, że jest to możliwe... bez modlitwy. Nie
znamy kresu tej wędrówki, ale nawet jeżeli nadejdzie, to tylko
częściowo, jakby pozornie, bo "gdzieś w nas", jak
śpiewał polski bard, pielgrzymka naszego Pasterza z Rzymu będzie
trwać. Postać Jana Pawła II, to postać prawdziwego
kapłana, których zwykle mamy tylu na jedno pokolenie ilu prawdziwych
poetów, dwóch, albo trzech - powtarzając za duńskim myślicielem,
Sorenem Kierkegaardem.
Szymon Tolak , www.polboston.com