Czy to
stracony czas? Obchody drugiej rocznicy śmierci Jana Pawła II
trwały przez trzy dni wśród bostońskiej Polonii i
zakończyły się w poniedziałek, 2 kwietnia, na wieczornym
czuwaniu do godz. 22:00. O tym jednak innym razem. We wtorek, 3 kwietnia
wypadło mi odwozić żonę do pracy w centrum Bostonu.
Było wczesne popołudnie, wracając do domu pomyślałem
aby zobaczyć co się dzieje przy pomniku Jana Pawła II w
centralnym parku miejskim, w Boston Common. Stoi on w miejscu gdzie Papież
– Polak celebrował Mszę św. 1 października 1979r. Pomnik ma
upamiętniać ten fakt. Powinno więc, być to miejsce
szczególne, zwłaszcza dla katolików, których w Bostonie nie mało, i
dla Polonii także, choć liczebnie nie jest aż tak potężna.
Cóż, wyszczerbiona płyta pomnika nie jest może swego znaczenia zbyt wymownym znakiem. Przejeżdżajac obok z łatwością przekonałem się, że o rocznicy 2-go kwietnia nikt tu nie pamiętał, właczając w to mnie, jako że, do Polonii bostońskiej wliczam się od lat wielu. „No, ale wczoraj..., i przedwczoraj..., i w sobotę, ten wspaniały koncert....” - przebiegło mi przez łepetynę – „tyle zaległej roboty teraz czeka...” Samochód sam kręcił
dowożąc mnie do sklepu z kwiatami. Dokupiłem dwa małe
znicze, zapałki dostałem gratis. Okazuje się, że także
o parking nie muszę się martwić (tylko ten kto mieszka w
Bostonie wie co to znaczy), właśnie ktoś wyjeżdża!
Zajmuję jego miejsce, licznik zepsuty, parkowanie znów bezpłatne.
Ciekawe? W pochmurny, chłodny,
szary, powszedni dzień ludzie zwykle nie spacerują, a jedynie w
pośpiechu przechodzą parkami, gdy im po drodze. Obserwuję kilka
osób mijających miejsce pomnika „Naszego Papieża”, „a nikt nie
spojrzy”- dosłownie, jak u Norwida. Przystępuję do dzieła,
ustawiam kwiaty, przewiązuję wszystko żółto-czarną
wstążką, zapalam znicze i wyjmuję aparat fotograficzny –
„choć zdjęcie zostanie”. Nagle zaczynam obserwować
dziwne zjawisko. Ludzie przystają, przygladają się pomnikowi,
jakby go właśnie tu postawiono, czytają, a nawet robią
zdjęcia. O tak, John Paul II, coś właśnie słyszeli w
radio, w TV. Migające płomyki, kolorowe kwiaty i wstążki
działają jak magiczna rożdżka, czynią ten szary
dzień i to miejsce trochę mniej zwykłym. Teraz mogą
się oderwać na chwilkę od codzienności, pomyśleć.
W ciągu kilku minut mojej obecności sfotografowano pomnik
trzykrotnie, załączone fotografie są tego dowodem Kiedy
przejeżdżałem obok Boston Common kilkadziesiąt minut temu
dzień był inny, myślałem – „znowu zmarnuję
godzinę albo dwie”, teraz widzę jak bardzo się pomyliłem,
cóż nie pierwszy to raz. I dobrze. *** Wiem, że nie muszę
tego pisać, ale tak na wszelki wypadek: „Często zdarza się tak,
że na codzień, w drodze do pracy, lub do sklepu, mijamy jakiś
pomnik, miejsce pamięci, krzyż lub figurę, ktore coś dla
nas znaczą. Te znaczenia (nie materialny kształt, czy kolor
jakiejś bryły kamienia lub metalu) przemówią do innych tylko
wtedy gdy zadbamy aby martwa materia ożyła naszą troską o
to co wyraża. Pomniki mówią, gdy ludzie dają im szansę.„ Tekst i zdjęcia:
Szymon Tolak, Boston, Nowa Anglia, 5 kwietnia 2007 r. |
|||
Foto:
Szymon Tolak
|
|||