„Lud tworzy prawo, ustanawia rząd i go
kontroluje.”
Marsyliusz z Padwy (1340-1396)
„US lobbies Poles on missile shield.
(…)more than half of Poles are
against it.(…)the deal is to make it through parliament.”
Adam Easto, BBC, 10 marca 2008
Jeżeli powyższy,
tytułowy cytat nie stanowi istoty ustroju, który możemy
określić jako demokratyczny, to co innego tę istotę
stanowi? Jeżeli jednak zgodzimy się na tę definicję
Marsyliusza, to będzie nam trudno wtedy znaleźć we
współczesnym świecie jakiś dobry przykład
potwierdzający tezę średniowiecznego filozofa.
Administracja w Waszyngtonie ten
ponury obraz dzisiejszych demokracji jeszcze bardziej zaciemnia. Politycy u
steru wielkiego mocarstwa nie respektują wolnej woli mieszkańców
kraju nad Wisłą. Jednocześnie, nie przeszkadza to im
mianować Polaków sprzymierzeńcami. Ich głównym celem jest jednak
przeforsowanie swoich planów wbrew większości obywateli suwerennego
narodu. Taki wniosek można z latwością wysnuć czytając
artykuł, którego słowa posłużyły tutaj jako motto.
Cytowany powyżej dziennikarz
BBC wypisuje heretycką dla piewców „demokracji” myśl, nie wiadomo,
czy z premedytacją, czy też z powodu tego, że także jego
rozum sobie śpi. W artykuje stwierdza on, że wolę
większości Polaków próbuje się obejść przy pomocy ich
własnego parlamentu. A. Easton
pisze o tym bez zająknięcia, w jednym akapicie, jedno pod
drugim. Pomysł knucia ze służącymi suwerena, gdy ten staje
okoniem, jest znany od wieków. Publiczne komunikowanie o zakulisowych
knowaniach zwykle udaremniało niecne plany, w ten lub inny sposób. Ale to
było kiedyś. Współczesność jest o wiele bardziej
„tolerancyjna”. Przyzwolenie na łamanie praw podstawowych w polityce, w
logicznym rozumowaniu, i nawet praw zdrowego rozsądku, mimo że
prowadzi do totalnego absurdu, to jest jednak dość powszechne.
Polski poeta, Czesław Milosz,
pod koniec XX wieku, mówił, że Polacy, poprzez ruch Solidarności
i odrzucenie sowieckiej propagandy „ustroju sprawiedliwości ludowej”,
zaczęli przywracać sens słowom.* Nie wolno nam tego wysiłku
sprzeniewierzyć. Nie mogą ludzi omamiać jakiekolwiek perspektywy
oferowanych narodowi „zysków” i „układów”. Historia wielokrotnie
udowodniła już, jak
iluzoryczne mogą być obietnice polityków. To politycy
właśnie, z idei demokracji lubią robić sobie kpinę i
oczywiste pośmiewisko na oczach ludów. Jeszcze gorzej, gdy słowo
„demokracja” staje się przykrywką dla brudnych, partykularnych
interesów.
Jak inaczej nazwać,
jeżeli nie zdradą swoich polskich przyjaciół, próby realizowania
planów przeciwnych większości Polaków, rzekomo sprzymierzeńców?
Szuka się przy tym układów z rządem, który ma (z definicji) wykonywać tychże
Polaków wolę. Czyż słowo „demokracja” nie staje się wtedy
pustym frazesem, albo ścierką (nawet nie owym norwidowskim
skrzydłem), którą ściera się jedną warstwę
politycznego kału z innej warstwy tego samego kału.**.
Jeżeli chcemy zacząć
przywracać sens słowu „demokracja” to musimy potępić,
oddać pod publiczny osąd, zanieść do jakiegoś
międzynarodowego trybunału (może trzeba go będzie
ustanowić), każdą próbę układania się polityków
miedzy partiami, parlamentami, rządami krajów, o których wiedzą,
że większość obywateli tam sobie tego nie życzy.
Musimy przyjąć do wiadomości, że robienie polityki za
plecami narodów, którym przysługuje suwerenność, jest
kryminalnym wykroczeniem. Każde oszustwo polityczne i przebiegłe
taktyki, to klęska jakiejś idei i początek jakiejś wojny.
Jeżeli takim procederom ludzie natychmiast nie dają zdecydowanego
kresu, to później stają się armatnim mięsem. Walcząc o
przywrócenie należnych sobie praw, ludzie tym samym przywracają
znaczenie słowu „myślący” w definicji człowieka.
Definicję tę sami sobie ułożyli. Wciąż mam
nadzieję, że powstała ona nie bez sensu.
W demokracjach ludzi myślących związek między
społecznościami wyraża się w umowie między
rządami, które działają zgodnie z mandatem udzielonym im przez
te społeczności. W takich demokracjach politycy, parlamenty,
rządy zwracają się do polityków, parlamentów i rządów
innego kraju ze zwykła pośbą o przekonanie
społeczeństwa tego kraju, o wartości proponowanego związku.
Praca nad przekonaniami samodzielnie myślących ludzi nie jest
łatwa, wymaga czasu. Ale w tak działających demokracjach
przewaga myślenia nad uzbrojeniem będzie widoczna gołym okiem, w
mediach, wśród ludzi, w budżetach państw.
Szymon Tolak, Boston 10 marca 2008.
*Na podstawie przemówienia wygłoszonego na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim podczas wizyty w 1981 roku.
** W wierszu „Pismo” Cypriana Kamila Norwida