Podziekowanie
dla Przyjaciol,
Jestem
ogromnie wzruszony faktem, że tak wielu z Was troszczy się o mnie w
tych tak trudnych dla mnie, jak i moich najbliższych, chwilach. Nigdy nie
myślałem, że zachoruję, a jeśli już, że
przyjdzie mi się brać za bary z tak poważną chorobą.
Od 10
miesięcy zmagam się z nawrotem melanomy, czyli czerniaka
złośliwego. Po wykryciu guzów na wątrobie, lekarz w Mass General
Hospital w Bostonie nie dawał mi szansy na dłuższe niż rok
życie. A możliwości leczenia są w takim przypadku bardzo
ograniczone. Bardzo ciężkie zabiegi, jakie przeszedłem w MGH w
ramach biologicznej metody leczenia zwanej Interleukin-2 (IL-2), nie
przyniosły żadnej poprawy, a wręcz przeciwnie, pozostawiły
mnie bardzo osłabionym na kilka miesięcy. Na szczęście mój przypadek
został zaakceptowany na badanie kliniczne (clinical trail) do National
Institutes of Health pod Washingtonem. Moje leczenie w National Cancer
Institute przebiega bardzo dobrze. Jest to na pewno jedyne miejsce na
świecie, gdzie mogą pomóc mi w uleczeniu czy też zaleczeniu
mojej choroby, dając mi jedyną szanse. Tą nadzieją ja i
moja rodzina żyjemy od lipca.
Dziękuję
za wszystkie telefony, kartki z życzeniami powrotu do zdrowia, jak
też osobiste zapewnienia Waszych myśli o mnie oraz za Wasze modlitwy.
Dziękuję za wizyty, za obiadki i smakołyki, za chleb domowy i
kompoty z truskawek, dzięki którym przetrwałem pobyt w szpitalu, gdy
mój organizm nic innego nie przyjmował. Dziękuję za to, że
mogłem się utwierdzić w przekonaniu, jak wspaniali są
ludzie.
Moi drodzy, oprócz Waszej ze mną
bliskości psychicznej, doszła Wasza pomoc finansowa. Kiedy moja
żona, Dorota, powiadomiła mnie o tym, że nasza
przyjaciółka, Ala Kowalska założyła dla mnie konto,
zatroskałem się bardzo. Wierzcie mi, dawać jest o wiele
łatwiej niż otrzymywać. O wiele łatwiej. Po kilku
godzinach, biorąc wszystkie za i przeciw zgodziłem się,
żeby tę akcje rozpocząć. Pieniądze pochodzące z
Waszej szczodrości, powiem szczerze, bardzo się przydały,
ponieważ przez szereg miesiecy mojej choroby pozostawałem bez
dochodów.
Obecnie
wszystko jest na dobrej drodze. Przeszedłem już trzy z czterech
zabiegów bezpośredniej chemioterapii na wątrobę (metoda w
skrocie nazwana PHP). Ostatnie badania kontrolne wykazały, że guzy
rakowe na wątrobie zmniejszyły się, ale guz na
kręgosłupie uległ powiększeniu. W styczniu będę
przechodził serię testów, które wykażą, czy to leczenie
powiodło się i rozpocznę nowe zabiegi i nowe badanie kliniczne.
Ten typ nowotworu w zaawansowanej postaci ujawnia się w różnych
miejscach na ciele, o czym zdążyłem się przekonać.
Liczę jednak na pełne wyzdrowienie i wierzę w moc wszystkich
pozytywnych myśli przesyłanych w moim kierunku, wierzę w skutek
wszystkich modlitw w mojej intencji. Bardzo wierzę. I nie jestem sam, a to
bardzo wiele znaczy. Mam rodzinę, mam przyjaciół, mam
życzliwą bostońską Polonię i mam ogromną
wolę życia. Bo przecież mam jeszcze tak wiele do zrobienia, tak
wiele wyzwań przede mną, przecież ktoś zawsze czeka na
moją pomoc. Ja muszę żyć dla innych…
Leszek
T. Szonert
PS. Przy
okazji chciałbym prosić, abyście w przyszłości byli
równie hojni dla innych w potrzebie, jak byliście dla mnie. I
życzę wszystkim, aby nigdy tej pomocy nie potrzebowali.