Zamykanie polskiej parafii w Lynn,
Massachusetts
„Jest
zakątek na tej ziemi, gdzie powracać każdy chce,
Gdzie
króluje Jej oblicze, na nim cięte rysy dwie”
Jeanette Kellery zna słowa tej
pieśni jak własne życie, od urodzenia do dziś szczególnie
związane z jednym miejscem, z parafią Sw. Michała w Lynn pod
Bostonem. Współczesna Nowa Anglia, a zwłaszcza rejon Bostonu i okolic
nie są może najlepszymi miejscami dla emigracji polskiego pochodzenia
w Ameryce. Dawne liczne parafie znikają tu jak sny o pranku. Swiadectwa
polskiej obecności próbuje się rugowane ze znaczących miejsc
publicznych. Coraz częściej słychać o Polakach i Amerykanach polskiego
pochodzenia, że przenoszą sie do innych stanów, na Florydę, do
Arizony lub Teksasu czy Georgii, gdzie Polonia rozwija się swobodniej,
buduje swoje kościoły i ośrodki życia wspólnotowego.
Trudno oczekiwać tego od pani Janiny gdy ma już 94 lata. Jej
rodzice budowali kościół przed zamkniętymi drzwiami którego
dziś śpiewa polską pieśń licząc już tylko na
pomoc Najjaśniejszej Panienki. Całe jej życie odmierzane
było rytmem kroków na kościelych stopniach u Swiętego
Michała. Dlaczego teraz musi iść gdzie indziej? Z
pewnością nie bądzie szukać nowego życia w innym
stanie. Jest najstarszą parafianką w grupie osób próbujących
odwrócić zly los. Przychodzą pod swój zamknięty
kościół co sobotę aby
się modlić i czekać na teraz już ostateczną
decyzję z Watykanu. Wierzą w cud, bo kolejna odpowiedź
świeżo mianowanego kardynałem, pasterza archidiecezji
bostońskiej Seana O’Malley jest
odmowna. Kościół pozostanie zamknięty, budynki 100-letniej
parafii gotowe do sprzedania. Archidiecezja potrzebuje pieniędzy.
List datowany 29 lipca pozostawił
parafianom reprezentowanym przez Irene Cieniewicz jedynie 15 dni na
sformułowanie odwołania od nieprzychylnej decyzji i dostarczenia jej
do Rzymu, nadzieja na pozytywny rezultat jest bardzo wątła. Mimo to
odwołanie napisano, modlitwa trwa. topniejąca każdej soboty grupka na schodach kościoła
wciaż liczy na ten cud. Stali się znani, The Boston Globe
zamieścił obszerny artykuł. Przypomina w nim historię
okolicznych kościołów z lat 90-tych. Ten krótki ale dramatyczny
fragment historii polskich kościołów za kardynała Law nie napawa
optymizmem. Należy tu przypomnieć, że kardynał ten
otrzymał swą godność z rąk Jana Pawła II. Tak
zwaną rekonfiguracją archidiecezji objął nie tyko polskie
etniczne parafie. Ale wśrod nich zamknieto wtedy Swiętego
Michała w Haverhill, Najświetsze Serce Jezusa w Ipswich,
Swiętego Józefa w Peabody, to na północ od Bostonu, na południu
między innymi zniknęła parafia Matki Bożej Ostrobramskiej w
Brockton. Minęło parę lat
i nowy kardynał zamyka kolejne parafie, po Lynn następna w
kolejności już czeka parafia Swiętego Wojciecha w Hyde Parku. To
prawda, że wiele z tych parafii po prostu przypieczętowało swój
los brakiem odpowiedniej ilości
wiernych. Z czternastu maja szanse przetrwania w tym rejonie chyba tylko dwie polskie etniczne parafie.
U Sw. Michała jednak nie było
najgorzej. Parfia w momencie zamykania liczy ok 300 zarejestrowanych osób i jest w dobrym stanie. Mimo to czarne
chmury gromadziły się od
dawna, ciągle słyszano o zamknięciach kolejnych,
sąsiednich parafii. Groźne
słowo „rekonfiguracja” krążyło wśród parafian. Na
domiar złego rok temu zmarł długoletni proboszcz ks. Kazimierz
Zastawny. Gdy wiosną tego roku pozwolono celebrować stulecie parafii,
okazało sie, że tylko po to by następnego dnia zamknąć
drzwi likwidowanego kościoła.
Jeżeli szukasz dziś
personifikacji Wiary, Nadziei i Miłości w otaczającym cię
świecie, a z drugiej strony jeżeli też chciałbyś
zobaczyć jak dogasa płomień polskiej tożsamości w
Nowej Anglii, to z pewnością nie zmarnujesz czasu przychodząc w
kolejną sobotę pod stopnie kościoła Sw. Michała na 567
Summer St w Lynn. O dziewiątej rano zaczyna rozbrzmiewać melodia i
słowa "Czarnej Madonny", a później różaniec prowadzony przez Jeanette Kellery i odmawiany
przez ludzi wiernych swemu polskiemu pochodzeniu tak jak ona, choć już nawet
trudno im porozumiewać się w polskim języku. Nazwiska i imiona
wielu z nich straciły polskie brzmienie, ale wciąż
pamiętają swych rodziców i dziadków. Byli nimi Polacy, ktorzy przybywali
do Ameryki nigdy nie mając własnego kraju, nawet na ojczystej ziemi.
Byli Polakami bez Polski, a może lepiej napisać z Polską tylko w
sercu. Chyba dlatego właśnie na jakże gościnnej wtedy,
amerykańskej ziemi, zbudowali swoją wreszcie, choć
małą, katolicką Polskę, czyli polską parfię.
Swoimi wyrzeczeniam, pracą i jej owocami, oddanymi wspólnocie,
zasłużyli na pamięć. Zachowanie tej pamięci
należy teraz do naszego dobra.
Szymon Tolak /
PolBoston.com, Massachusetts 9 sierpnia 2006