|     PolBoston.com

W sierpniu br.  czytaliśmy na pierwszej stronie Białego Orła z Nowej Anglii o "tarczy przyjaźni". Nie wiem ilu młodych ludzi  wśród nas pamięta czasy  "przyjaźni polsko-radzieckiej”.  Ale chyba nikt nie powinien czuć się zwolniony z obowiązku zdobywania wiedzy i myślenia, co jednak zrobić gdy tego zdają się nie dopełniać nawet głowy  polskiego rządu? Jako największe państwo Europy centralnej, zamiast dbać o wspólnotę tego regionu, potrafią oni jedynie służyć silniejszym - tym albo tamtym. Nie tak drzewiej  bywało.

SPIRALA CZY TARCZA?  Albo, jakie są role Polaków w  kolejnym globalnym dramacie?

  Bez względu na odpowiedzi mieszkańcy Słupska i podmiejskiego Redzikowa nie czują się najlepiej - mówiąc ogólnikowo. Rząd zarządził, oni dostaną - wątpliwy prezent nowych wojskowych instalacji.

  Wyobraźmy sobie, że 2.5 mili (4km) od miejsca gdzie mieszkamy postanowiono pewnego dnia umieścić bardzo ważne urządzenia militarne wielkiego mocarstwa. Na dodatek inne wielkie  mocarstwo jest z tego powodu bardzo zdenerwowane i już różne nieciekawe rzeczy nam obiecuje spod nastroszonych brwi. Czy będziemy mogli spokojnie spać w naszych 2 albo 3 sypialniowych domach? Czy wogóle będzie nas od tej pory interesowało ile mamy sypialni?

 Nie trzeba długo myśleć by pojąć, że zaszło coś niezwykłego, skoro nasza cicha miejscowość stała się od niedawna przedmiotem zainteresowania mediów z kraju i ze świata. Kręcą się jacyś obcy ludzie z kamerami i mikrofonami, i wcale nie są z wytwórni filmowych. Ci ludzie, o niezbyt wesołych twarzach, zamierzają kręcić reportaże o nas. Złowrogo to wygląda, gdy wiemy, że nic takiego nie zrobiliśmy ostatnio aby zasłużyć na światową sławę. Znaczy to, że ktoś postanowił nam „załatwić” tę sławę nie na nasze życzenie i nie po naszej cenie. Na dodatek ogarną nas fale kolejnych oświadczeń, o super bezpieczeństwie, tak jak byśmy wcześniej nie czuli się bezpieczni, i jednocześnie przeciwstanych im gróźb. Mówić będą, że 2.5 mili od naszego domu jest ważne, światowe miejsce, ale nie zlecą się tu ani sportowcy ani młodzież ze świata. Wyobraźmy sobie, że to co się pojawi nie pozostanie na kilka dni, nasi politycy chcą żeby na 20 lat, a nawet dłużej. I nie bedzie to miejsce radosnej wrzawy, po której zostaną dobre wspomnienia i sterta zdjęć. Wprost przeciwnie, zdjęcia prawdopodobnie będą zakazane w odległości dużo dalszej niż dystans do naszego domu. Ten zakaz bedzie obejmował także wszelkiego rodzaju wrzawy. Nie znaczy to, że zapanuje cisza i śpiew ptaków. Przeciwnie, dach naszego domu muskać będą cienie wielkich stalowych maszyn, a ich jazgot będzie przerywać nam sen lub rozmowę.

    I znów nie trzeba wiele sobie wyobrażać, aby pojąć, że nasz mały dom, dzielnica, miasto, region, a nawet kraj, nie są już całkiem nasze, stały się... „światowe”, ale dla nas to nic dobrego. Wszysko co mamy zaczęło być przedmiotem sporu między potęgami. Niedaleko od nas ponurą ciszę podziemnego, betonowego lochu wypełni cykanie zegarów i miganie czerwonych lampek. Będzie się o to toczyć bój, na razie na słowa, ale nie ma najmniejszej gwarancji, że na tym koniec. Nikt nie uwierzy, że tajemnicze lampki, zegary i monitory wiecznie mają sobie tak tykać i migać.

   Decydenci właśnie podpisali, że odtąd będziemy „elementem niezwykle ważnej sprawy”. Wchłonęła nas światowa, polityczna spirala interesów, a nasze istnienie jest „ewentualną, wkalkulowaną, uboczną stratą”.  Wyobraźmy się teraz z naszym domem tam, pod Słupskiem, gdzie to nie jest jakaś senna zmora ale najprawdziwsza rzeczywistość. I będąc już tam, wraz z nimi, z ich dziećmi i starcami, tłumaczmy im, że jest OK, bo mieszkamy tuż pod „najlepszą na świecie tarczą”, że to nie jest czubek rozkręcanej od nowa, światowej spirali zbrojeń. Czy takie tłumaczenie będzie mieć dla kogoś  sens? Tak – dla wielkich, światowych drani, planujących wojenne profity, i dla ich politycznych lokajów bez wyobraźni.

Szymon Tolak, Boston, Nowa Anglia, 28 sierpnia 2008r.

***

   Z innego punktu widzenia interesująca jest argumentacja, której używa George Monbiot w swoim artykule dla “The Guardian” z 19 sierpnia br., mającym w tytule metaforę o magicznym budyniu, ktorego nie ubywa w miarę jedzenia (The US missile defence system is the magic pudding that will never run out), kpiąc na temat skuteczności tarczy, służącej dobrze jedynie jako pretekst do nieskończonego drenowania kieszeni obywateli amerykańskich na cele zbrojeniowe. Idea ta jest rozwijana od ponad pół wieku i brakuje jej chyba następnego półwiecza aby osiągnać zapowiadaną skuteczność. Na obecną chwilę jest to rodzaj durszlaka do nabierania wody, który „puszcza” trzy z pięciu rakiet, i to w dodatku treningowych. A przeciwnik może bardzo prostymi,niemalże kuchennymi metodami „ogłupić” cały system kosztujący wiele setek miliardów dolarów. Ale też właśnie chodzi o to by ten system „ulepszać” w nieskończoność otwierając biznesom związanym z Pentagonem  nieograniczony dostęp do astronomicznych pieniędzy, jednocześnie kamuflując pożerającą wszystko korupcję.

  Innym zadaniem tzw. „obrony antyrakietowej” w polityce zagranicznej jest skierowanie uwagi Rosjan na Polskę i Czechy jako ewentualnego głównego, a przynajmniej pierwszego regionu militarnego uderzenia, ktore miałoby, wg. słów rosyjskiego generała, zamienić kraj nad Wisła w parking. Według autora artykułu, rzeczywiste zagrożenie ze strony Iranu lub Korei Płn. nie istnieje, i  jest geograficznie absurdalne dla Europy lub Stanów Zjednoczoych, a mimo to służy jako uzasadnienie dla kolejnych instalacji militarnych USA poza własnym krajem.

 

(Artykul publikowany w "Bialym Orle" z Nowej Anglii.)

Tekst artykulu G. Monbiota w jez. polskim:
http://polska.indymedia.org/pl/2008/09/38139.shtml
http://web.mac.com/lwajcowicz/iWeb/Site/Blog/D2243B08-3B23-478E-90E5-ED33EE0F9ABF.html

Tekst artykulu G. Monbiota w jez. angielskim:
http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2008/aug/19/usforeignpolicy.russia


Email:
info(at)polboston.com

KOMENTARZE:

  Perspektywa mieszkancow Redzikowa jest pewnie inna niz mieszkancow "wschodniego wybrzeza". Tym ostatnim moze, mowiac zargonem, wzrosnie poczucie bezpieczenstwa. Pojawiaja sie czasem komentarze, ze jedni maja tarcze antyrakietowa, zas inni stali sie tarcza strzelnicza. Wyobezam sobie, ze Rosjanie juz planuja manewr polegajacy na wystrzeleniu z obwodu kaliningradzkiego rakiet o niewielkim zasiegu - ok. 200 km wlasnie w kierunku Redzikowa - to jakies 3-4 minuty lotu i bum. Oni zgina za Imperium, z rak "obroncow innego "imperium". Za przychylnosc dla projektu moze zbuduje sie im basen.
Otoczka tego co wiazalo sie z negocjacjami i podpisaniem porozumienia budzi we mnie niesmak. Na szczescie nie mam i nie mialem zaufania do politykow, wiec nie moge mowic o rozczarowaniu.
Natomias mam podobne skojarzenia z "wieczna przyjaznia polsko-amerykanska". Ciekawe jak szybko kogos sie oskarzy i skaze za "godzenie w sojusze". Coz, nie jestem przeciez "genetycznym patriota" jak czesc politykow z PiS i pewnie nie mam zrozumienia dla tych, ktorzy sie licytuja w milosci do USA i gotowoscia poswiecania wlasnych rodakow, milion, dwa - kto da wiecej.
Wlasnie minela kolejna rocznica Powstania, poslano na smierc cwierc miliona ludzi, wystawiono prawie milion ale POKAZALISMY IM... (co i komu?)
R.(Warszawa)

ODPOWIEDZI:
   Do R. Jesli chodzi o Powstanie Warszawskie, to z moich informacji wynika, iz Polacy chcieli po prostu wolnosci, nie wiedzieli tylko, ze ich wolnosc "zalatwiono" im juz w grudniu 1943, w Teheranie. Zapomniano jedynie powiadomic "pacjenta", dlatego tak mocno sie wykrwawil. Ale wtedy to byli obcy (tzw. alianci), ktorzy nam to zrobili. Dzis, ci obcy przygladaja sie nam ze zdziwieniem jak do wlasnej glowy gramy "rosyjska ruletke", ku uciesze Waszyngtonu, ktoremu poslemy kolejne miliardy za "Patrioty". Natomiast rosyjscy zolnierze dostana wkladki miesne do zupy i nowe buty z racji rozwijajacych sie wydarzen. No i jak tu nie lubic Polakow, a przynajmniej ich "wybranych demokratycznie" reprezentantow (...obcych interesow)?
S.T. (Boston)