|
Wywiad z M. Wojdakowskim w dn. 18 maja 2008r.

-->
Rozmowa z Maćkiem Wojdakowskim,
bostońskim stypendystą ACPC
Stypendium im. gen. K. Pułaskiego Amerykańskiej Rady Kultury
Polskiej (American Council for Polish Culture) przywędrowało
tym razem do Bostonu. Wręczył je Maćkowi Wojdakowskiemu prezes
Fundacji Kultury Polskiej w Bostonie, dr Andrzej Prończuk 18 maja 2008r.
Mała uroczystość przekazania czeku na sumę 5 tys. dolarów
odbyła się w rodzinnej parafii Maćka, pod wezwaniem Matki
Boskej Częstochowskiej w Płd. Bostonie. Studia są
najważniejszą inwestycją w życiu ludzi wchodzących na
drogę zawodowego rozwoju. Dobrze jest gdy spotykają oni wtedy pomoc
nie tylko ze strony rodziny, ale także otrzymują ją od
instytucji społecznych, pamiętających, że młody,
utalentowany i pracowity człowiek stanowić powinien przedmiot troski
wspólnoty. Kiedy obiecującym studentem jest przedstawiciel następnej
generacji Amerykanów polskiego pochodzenia, a instytucja to organizacja
dbająca o jego etniczną tożsamość, wtedy cieszyć
się można podwójnie, bo jest to wkład polskości w
kulturę Stanów Zjednoczonych i dorobek Polonii. Spróbujmy poznać
bliżej laureata stypendium.
S.T. Urodzłeś się w Polsce,
wyrastałeś w okolicach Bostonu, studiowałeś w Maine,
Francji, Włoszech, a ostatnio w Waszyngtonie. Które z tych miejsc ma
szczególne znaczenie w Twoim życiu?
M.W. Każde z nich w ważny sposób
oddziaływało na mnie, chociaż każde inaczej. Z Dorchester,
Massachusetts, a dokładnie polskiej części tej dzielnicy na Howell
Street, wiążą się moje najwcześniejsze
wspomnienia. Tu razem z rodzicami chodziłem do polskiego
kościoła, później służyłem do mszy jako
ministrant (parafia M.B. Częstochowskiej w Płd. Bostonie, przyp.
S.T.). Miałem wokół rówieśników, których rodzice, tak jak moi,
przyjechali na emigrację do Stanów Zjednoczonych i osiedlili się
tutaj. Polonia w Bostonie była dla mnie tym pierwszym, naturalnym
środowiskiem. Przyglądałem się mojemu ojcu, który był
bardzo aktywny w Polonii. To były lata 80-te. Później z
całą rodziną przenieśliśmy się do Melrose pod
Bostonem. Do szkoły średniej, liceum, czyli w tutejszym systemie High
School, poszedłem do pobliskiego Belmont. Ta szkoła miała
dla mnie decydujace znaczenie. Na początku było trudno, niesamowicie
wiele pracy. Mogę jednak powiedzieć, że to w tej szkole
rzeczywiście nauczyłem się uczyć. Dlatego może na
studiach poczułem jakby więcej luzu. Bowdoin College ma
oczywiście swoją renomę i bardzo dobrych profesorów.
Zainteresowałem się problematyką stosunków miedzynarodowych.
Często wyjeżdżałem do Polski, nawet pracowałem w
Warszawie. Część studiów odbyłem we Włoszech. To mi
bardzo pomogło kiedy nadszedł czas na studia magisterskie w Johns
Hopkins University, School of Advanced International Studies (SAIS)
w Waszyngtonie. Tu, z kolei, znalazłem idealne miejsce dla moich
zainteresowań w dziedzinie polityki energetycznej (Energy Policy).
Wykładowcami byli niekiedy doradcy prezydentów USA. Na Johns Hopkins
jest profesorem Zbigniew Brzeziński.
S.T. Zawsze mnie interesowało jak to możliwe,
że kraje, które konsumują najwięcej energii, wcale nie
interesują się krajami dysponującymi surowcami energetycznymi i
pozostawiają je w dalekim zacofaniu?
M.W. To bardzo trudne i szerokie pytanie. Teraz największym
konsumentem energii stają się Chiny, kraj wcale nie najbogatszych
ludzi. Z drugiej strony, widzimy Zjednoczone Emiraty Arabskie ze słynnym Dubai,
które robią wszystko aby nie pozostawać już dłużej
eksploatowanym krajem. Ich jedynym surowcem jest ropa naftowa. Ale zdobyte
pieniądze próbują inwestować w inne dziedziny ekonomii i
gospodarki, jak bankowość, czy turystyka. Trudno sobie wyobrazić
jakiś mechanizm, który by powodował automatycznie przemiany w danym
kraju.
S.T. Porozmawiajmy o twoim stypendium od ACPC. Czy
łatwo było go otrzymać?
M.W. O nie. Aplikowałem dwukrotnie. Dobra opinia
wystawina przez Fundację Kultury Polskiej z Bostonu okazała sią
znakomitą pomocą. Do tej pory całe swoje studia
finansowałem głównie pożyczkami studenckimi. Stypendium, które
otrzymałem od Am. Rady Kultury Polskiej (ACPC), przyszło w
samą porę. Kończę studia, a jednocześnie wkraczam w
nowe życie zakładając rodzinę.
S.T. Gratuluję, kto jest wybranką twojego serca?
M.W. Klaudia pochodzi z Sardynii, przygotowujemy
się właśnie do wyjazdu. Zaślubiny odbędą się
w jej rodzinnej miejsowości.


Maciek Wojdakowski otrzymuje czek ze stypendium fundacji ACPC przekazany przez
prezesa PFK w Bostonie, dr Andrzeja Proñczuka.
Gratulacje od dr Andrzeja Proñczuka otrzymuje takze Klaudia Canu, narzeczona laureata.
Dr Andrzej Proñczuk, Maciek i Klaudia.
S.T. Teraz rozumiem skąd pochodzi Twoja
biegłość we włoskim, to trzeci język obcy, który
znasz. Płynnie mówisz także po polsku i angielsku, możesz
porozumeć się po francusku. Trudno sobie wyobrazić Twoją
dziedzinę wiedzy bez znajomości języków obcych. Ale powiedz, co
jest Twoim ulubionym zajęciem.
M.W. Zwykle rozpoczynam dzień od czytania,
to artykuły i książki na tematy polityczne i ekonomiczne. Duża
część z tego to właśnie opracowania internetowe w
wielu jezykach. To, że je znam jest znaczącym ułatwieniem.
Mogę zapoznawać się z oryginałami, a nie ograniczać
się jedynie do opracowań, nie tracę czasu na konfrontownie tych
opracowań. Lubię czytać i to jest bardzo pomocne w tym co
robię.
S.T. A poza studiami, co Cię interesuje najbardziej?
M.W. Kiedyś, jeszcze w liceum interesowałem
się astronomią, wciąż ją lubię, lubię
książki z tej dziedziny, Myślę, że kiedyś
zafunduję sobie dobry teleskop, najpierw muszę jednak
znaleźć odpowiednią pracę.
S.T. Jesteś realistą, ale Twoje imię
poszybowało w kosmos.
M.W. Tak, to było w latach szkoły średniej.
NASA miała program naukowy i zbierano przez internet imina i nazwiska aby
je umieścić w maleńkim elektronicznym układzie scalonym.
Powstały dwa identyczne układy (chips), na których umieszczono
około miliona nazwisk. Jeden poszybował w przestrzeń
kosmiczną, a drugi pozostał na ziemi. Technologia potrafi teraz
zadziwiające rzeczy.
S.T. Maćku, jak wyobrażasz sobie świat za
dwadzieścia pięć lat?
M.W. Dziekuję za pytanie. Nie tak dawno
rozmawialiśmy z kolegami na ten temat. Wszyscy zgodziliśmy się,
że przyszłość należy do technologii, jej rozwój jest
już nawet nie w tempie geometrycznym, ale przypomina eksplozję.
Mówi się, ze w ciągu najbliższych paru dekad zostanie odkrytych
więcej wynalazków niż w całej historii ludzkości. W
nieskończenie małym układzie, można dziś
zakodować prawie nieskończoną ilość informacji. Jest
to przyszłość robotyzacji w każdej dziedzinie życia.
Od protez zastępujących utracone kończyny do mózgowych
implantów, przekraczających miliony razy prędkością
przetwarzanie informacji przez komórki nerwowe. W Płd. Korei rozważa
się budowanie wieżowców wyłącznie przy pomocy robotów. To
wszystko coraz bardziej uwalnia człowieka od pracy fizycznej,
zostawiając więcej czasu na dokonywanie nowych odkryć.
S.T. Nie widzisz w tym zagrożeń?
M.W. Niebezpieczeństwa są, tą, coraz bardziej
wyrafinowaną, technologią posługują się kraje wysoko
rozwinięte. Jednocześnie pozostawiają one za sobą coraz
dalej pozostałe, biedniejsze kraje. Ta różnica, mimo wszystkich
starań, wciąż rośnie i nie wiadomo co dalej.
S.T. Miejmy jednak nadzieję, że nim
nowy technologiczny żywioł ogarnie świat, uda się nam
kiedyś jeszcze powrócić do tej rozmowy. Na razie, życzę ci
wszelkiej pomyślności i sukcesów na nowej drodze życia rodzinnego
i zawodowego. Dziekuję za rozmowę.


Na spotkanie przybyli pañstwo Jolanta i Tomasz Wojdakowscy z córka Ola, oraz Klaudia
Canu, pañstwo Liliana i Andrzej Proñczuk (po lewej). Goscil wszystkich proboszcz o. Jerzy Auguscik.
~~~
Inni nagrodzeni Stypendium Pulaskiego w 2008, zobacz str. int.>>
Rozmowa przeprowadzona przez Szymona Tolak w Bostonie dn. 18 maja 2008.
Wykonanie fotografii i opracowanie internetowe: S. Tolak / Polboston.com
.
|